Jak wygląda mój proces twórczy? Coraz częściej słyszę to pytanie. I nie jest mi łatwo na nie odpowiedzieć. Początki są bardzo niewinne i mimowolne. Mogę zachwycić się klimatem obejrzanego filmu, światłem ulicznych lamp, ciekawą osobą stojącą w kolejce w sklepie, muzyką, którą podzieli się ze mną znajomy. Tak gromadzę wrażenia, które czekają na swoje urzeczywistnienie.

Przypadek to także nieodłączna część tego procesu. Tak też było z Pawłem – przez przypadek obejrzałam teledysk Mikromusic z jego udziałem. Od razu zrodziły się w mojej głowie pomysły na zdjęcia w formie chaotycznych szkiców, które przekształciły się w konkretny obraz dopiero po zetknięciu się z żywą materią. Tą żywą materią był oczywiście Paweł – szalenie inspirujący człowiek, który pisze o sobie tak:

Cześć, nazywam się Paweł i na co dzień zajmuję się aktorstwem, tańcem i eksploracją swojego mikro- i makroświata w zależności od moich chęci i potrzeb. Przede wszystkim określiłbym siebie jako osobę chaotyczną, widzącą porządek w nieładzie, ład w nieporządku. Zazwyczaj jestem w trakcie robienia kilku rzeczy jednocześnie, co z reguły przynosi lekką frustrację, ale jednocześnie nakręca mnie do działania i po osiągnięciu celu daje wielką satysfakcję. Po za tym lubuję się w grach komputerowych, szczególnie w takich, w których mogę wcielić się w inną postać, zostawić na chwilę rzeczywistość i zanurzyć się w wirtualny świat.

Moją ulubioną częścią procesu twórczego jest przechodzenie z pomysłu w czyn – kiedy to, co mam w głowie, często czego nie jestem w stanie wypowiedzieć słowami, przybiera kształt żywego obrazu przed moim obiektywem. Obrazu składającego się z emocji, gestów, energii i formy, która jest tu i teraz. Nigdzie indziej jej nie było ani nie będzie. Efemeryczność tej chwili zostaje uchwycona przez aparat. I tak po krótce się to wszystko dzieje. Często przez przypadek, ale nie bez wysiłku.

Myślę, że ten przypadek można określić słowem serendipity. Jest to zdolność dokonywania pożądanych odkryć przypadkowo. Wyczuwacie pewne sprzeczności? Jak można osiągnąć założony cel przez przypadek? Kiedy ma się do czynienia z żywą materią, którą zarówno jest osoba portretowana, jak i sam fotograf. Choć samo założenie serendipity może wydawać się naiwne i dalekie od profesjonalnego wykonywania pracy – nic bardziej mylnego! Rzeczy, których nie jest się w stanie przewidzieć, zamiast przerażać, stają się wartością i dużą częścią procesu twórczego, wręcz nadają sens. Jest to pewna mieszanka spontaniczności, intuicji i chęci eksperymentowania.

Zachęcam też do odwiedzenia strony Pawła: koziol.pb.online